Żołędny król go wezwał. W karecie
z dzwonków pędzi.
Ach!... Czeka go w podróży nieszczęście
od żołędzi.
Już wjechać ma w dąbrowę, a jeszcze
się ogląda,
on nie wie, że przy tobie dzwonkowy,
jasny blondyn.
Nie ufaj blondynowi, choć list czerwienny
wyśle,
spal złoty włos nad świecą, a poznasz
jego myśli.
On brzęczy dzwonnym złotem, do ucha
pięknie szepce,
uśmiecha się do ciebie, a serce
dał brunetce.
Brunetka jest zazdrosna i ciebie
źle wspomina.
Wystrzegaj się tej damy. Ach, nie
pij tego wina!
To wino jest zatrute miłosnej łzy
diamentem,
z dziesięciu serc czerwiennych okrutnie
wyciśnięte.
Pijany czarnym winem, twój walet
w snach się błąka,
z rozpaczą szuka serce - w żołędziach,
w winie, w dzwonkach.